Przygoda z malarstwem zaczyna się po czterdziestce.

Źródło: archiwum prywatne malarki Sandry Witkowskiej (na zdjęciu)
07 odcinek podcastu Konik Kreatywny „Możesz odbierać moje malarstwo dotykiem. Zgadzam się. – Sandra Witkowska”

Dzień Dobry. Ten wywiad jest wersją textową siódmego odcinka podcastu Konik Kreatywny.

Wywiad możesz również odsłuchać w formie PODCASTU wystarczy, że klikniesz w przycisk poniżej.

Słuchaj Podcast

Ja, nazywam się Katarzyna Moczulska a przestrzeń Konika Kreatywnego  jest dla Ciebie, jeśli interesują Cię ciekawi ludzie, produkty, niezwykłe miejsca i smaki.

A jeśli jesteś artystą, malarzem, designerem, twórcą, człowiekiem z pasją,  dołącz do Konika Kreatywnego i nawiąż ze mną współpracę. Możesz pokazać u mnie siebie i swoją twórczość szerszej publiczności. Napisz do mnie na adres: konikreatywny@gmail.com.

Moim dzisiejszym gościem jest malarka Sandra Witkowska. Malarka, która maluje w sposób wyjątkowy. Jej malarstwo możecie poznawać patrząc na nie ale również dotykając je bo jego struktura ma znaczenie. Dotykając jej prac możecie mieć ciarki.

Coś wewnątrz Ciebie przemówi. Jak głośno? To zależy od tego jak się na nie otworzysz bo TO malarstwo można bardzo mocno przeżyć.

Zresztą twórczość tej artystki ma silny związek z naturą. Ale nie jest to malarstwo przedstawiające. I pozwólcie, że jeszcze tylko powiem kilka słów, uwaga:

JASKINIA, GEST, LAS, PULS, NATURA…

Cykl „Początek”, Nr.7, tusz na papierze 40 x 50 cm, technika własna, Sandra Witkowska
Nr.4, akryl na płótnie 100 x 100 cm, technika własna, Sandra Witkowska

Dzień Dobry Pani Sandro 🙂
Dzień dobry /uśmiech/

Pani Sandro, po co Pani tworzy?

To bardzo trudne pytanie… myślę, że ta potrzeba istnieje w każdym z nas.
Dla jednych jest to potwierdzenie własnej wartości, dla innych katharsis, niektórzy pragną pozostawić po sobie ślad, przekazać swoje myśli, idee. Nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Myślę, że te wszystkie powody nie są mi obce. To się po prostu dzieje.

Początki dla twórców są bardzo często momentem przełomowym. Od czego zaczęła się Pani przygoda z malarstwem? Jako wisienkę na torcie dodam, że miała Pani wtedy 44 lata.

Od murku w ogrodzie /śmiech/ i wcale nie żartuję. To było parę lat wcześniej. Miałam 39 lat i ubzdurało mi się, że zaprojektuję swój ogród. Nie wiedziałam na co się porywam. Ale cóż, do odważnych świat należy. Rysunek w niczym nie przypominał moich artystycznych wizji ogrodu. Był straszny. Nie zniechęciło mnie to. Pełna wiary w siebie, kupiłam książki do rysunku, zaopatrzyłam się w profesjonale narzędzia, przynajmniej tak mi się wtedy wydawało. I do boju, czyli rysowanie w każdej wolnej chwili.

Pracowałam wtedy na pełny etat, prowadziłam dom. Byłam przykładną żoną i matką. Nie było łatwe pogodzenie tych wszystkich rzeczy, tym bardziej, że w międzyczasie zapisałam się na kurs tańca Flamenco. To było niesamowite doświadczenie. Do dzisiaj ten typ emocjonalnej muzyki mocno na mnie działa.

Wracając do tematu, moje zainteresowanie rysunkiem nie malało, wręcz przeciwnie. Zaczęłam wprowadzać kolor, poza szkoleniem warsztatu zaczęłam czytać o sztuce, o filozofii. Zaczęłam malować. To było TO. Do tej pory mam gęsią skórkę jak przypomnę sobie chwilę, w której wzięłam po raz pierwszy do ręki pędzel. Prace były nieudolne ale posiadały tyle pozytywnej energii, że patrząc na nie na drugi dzień, a malowałam przeważnie w nocy, trudno mi było uwierzyć, że byłam ich twórcą.

Sztuka stała się moją pasją. Nie lubię górnolotnych określeń, ale to było coś, co miało tak wielką siłę, nie było innej możliwości, jak kontynuowanie tej przygody. To wszystko bardzo mnie otworzyło na świat, na ludzi. Nabierałam co raz większej wprawy.

Powstały pierwsze obrazy na płótnie. Jednak zaczęło mi czegoś brakować. Pragnęłam rozmawiać o sztuce, poznać ludzi tak samo „ zakręconych” (cokolwiek by miało to znaczyć) jak ja. A poza tym chciałam dalej szkolić warsztat pod okiem profesjonalistów.

Zapisałam się na kurs historii sztuki, malarstwa i rysunku do Atelier Foksal prowadzonego przez Teresę Starzec i Andrzeja Bielawskiego. Zdobyłam podstawy i odwagę do podążania dalej za moją pasją. Po dwóch latach znowu czegoś mi zabrakło. Na szczęście spotkałam w odpowiednim miejscu i czasie ludzi w osobach Jolanty i Andrzeja Kupniewskich, którzy poradzili mi, żebym zapisała się na prywatne lekcje rysunku i malarstwa do pracowni malarki Ewy Dembe, która okazała się świetnym pedagogiem, umiejącym wydobyć ze mnie potencjał o którym nie miałam pojęcia. Po pół roku, wyjęła moje prace i stwierdziła, że powinnam zdawać na… ASP. O mało nie padłam z wrażenia. Ja????? kobieta 44 letnia? Co to to nie.

Jednak dało mi to do myślenia, a w zasadzie to nie za wiele myślałam, bo tydzień po rozmowie byłam już zapisana na egzaminy na poznańską ASP, na Wydział Edukacji Artystycznej. Na przygotowanie miałam tydzień. W zasadzie pojechałam tylko zobaczyć jak to wygląda aby spokojnie przygotować się na przyszły rok.

Egzaminy poszły pomyślnie, chociaż nie bez przygód. W momencie wywieszania list przyjętych studentów, nie znalazłam się na żadnej. Spokojnie odeszłam z zamiarem podejścia do nich w przyszłym roku.

Już miałam wyjść z uczelni, ale zaintrygowała mnie postać, która zbliżyła się do list i coś tam przyczepiła. Ponieważ ciekawość to rzecz ludzka, poszłam sprawdzić. W życiu nie byłam tak pozytywnie zaskoczona i zdziwiona. Na małej doczepionej karteczce do list osób które się dostały zobaczyłam moje imię i nazwisko. O rany i co teraz?!

Ciesząc się byłam za razem przerażona. Jak ja to wszystko pogodzę, to całe 5 lat. Dałam radę i był to piękny czas. Spotkałam wspaniałych ludzi, studentów i profesorów. Wiadomo, czasami były dołki, spadki twórczej weny, ale też niesamowite powroty. Dostałam ogromną ilość pozytywnej energii od młodych osób, wśród których nie odczuwałam różnicy wieku. Ja się od nich uczyłam życia. Dziwne? No cóż, ale prawdziwe.

To był bardzo twórczy czas. Dyplom obroniłam w 2011r. Z 6 z rysunku, w pracowni Anny Tyczyńskiej. Nie mogłam trafić do lepszej pracowni. Miało to bardzo wielki wpływ na wydobywanie mnie z mojego „ kokonu”.

Kolekcja prywatna malarki. Tusz na papierze, 40 x 50 cm, technika własna.

Technika, którą Pani tworzy jest unikatowa. Proszę o niej opowiedzieć. O tym jak ją Pani odkryła?

To był bardzo długi proces. Zaczęło się od realistycznych szkiców robionych patykami znalezionymi w lesie, na jednym z plenerów ASP. Powstało ich ok 200. Zachwyciła mnie spontaniczna energiczna kreska. Wtedy „patyczki przemówiły do mnie” po raz pierwszy.

Po raz drugi przemówiły mocniej….miałam kryzys twórczy na kolejnym plenerze. Umówiłam się na zaliczenie prac z rysunku po wakacjach. Nie było sensu się zmuszać i też nie o to chodzi aby robić coś na siłę. Moja bezsilność doprowadziła mnie do depresji, z którą nie potrafiłam sobie poradzić. Prześladowało mnie pytanie „ Co ja tutaj robię?”.

To była noc, cisza wokół. Siedziałam w pokoju, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. Coś mnie dusiło w środku, nie pozwoliło myśleć. W pewnej chwili mój wzrok spoczął na drewnianym kiju, pozostałości z mojej rzeźby, oraz na duże formaty pergaminu stojącego w rogu. Nie za bardzo wiedziałam co chcę zrobić, to jakoś samo się zadziało.

Wzięłam ten pergamin, porwałam, rozlałam tusz i kijem stojącym nieopodal, z furią nanosiłam na niego kreski, odbicia, dziwne formy o zróżnicowanej strukturze. To trwało parę godzin. Koleżanka z pokoju patrzyła na mnie z przerażeniem, ale nie przeszkadzała. To była długa noc. Nie wiem co się stało, ale w mojej głowie narodziły się pomysły.

Na drugi dzień powstały prace w formatach 3x4m. Znajdowało się na nich wszystko, rysunek realistyczny przenikały abstrakcyjne formy, odbicia. Zróżnicowana kreska              ( oczywiście robiona patykami ) dodała mu energii, spontaniczności.

Wyeksponowałam je na zewnątrz, na budynkach. Ponieważ były robione na pergaminie który wcześniej pogniotłam, światło niesamowicie wydobywało formy. Coś się we mnie odblokowało. Powstały niesamowite „Portrety Natury”.

To nie koniec mojej przygody z patykami. Szukając swojego sposobu przekazu cały czas szukałam odpowiedniego medium. Po raz kolejny patyczki przemówiły. Stało to się po wycieczce do jaskiń znajdujących się na Słowacji. Zachwyciły mnie formy stalaktytów, stalagmitów znajdujących się w grotach. Patrząc na nie cofałam się w czasie, wyobrażając sobie ludzi, dla których być może to miejsce było miejscem sacrum. Może tak jak w grotach Lascaux znajdują się w nich nieodkryte dowody ich obecności. Ich rysunki.

To mnie skłoniło do próby odtworzenia form patykami, dla mnie to było oddanie hołdu pierwotnym cywilizacjom i zachwyt naturalnymi formami. Postanowiłam wniknąć głębiej w temat i zobaczyć do czego mnie to doprowadzi. Formy się zmieniają, ale zawsze są robione patykami. Punktem wyjścia pozostaje natura, jednak moja niepokorna wyobraźnia powoduje, że powstają nowe przestrzenie, nowe światy.

W mojej twórczości był czas w którym szukając nowych środków wyrazu zainteresowałam się geometrią abstrakcyjną. Powstał cykl prac „W drodze”. Jednak po pewnym czasie patyczki ponownie przemówiły i przynajmniej na razie jestem im wierna.

Geometria abstrakcyjna 1, 100 x 100 cm, olej na płótnie, Sandra Witkowska

Co powinnam zobaczyć patrząc na Pani obrazy?

Istotne aby je „odczuć”, uruchomić wyobraźnię i stworzyć na nowo. Oglądając moje prace każdy jest twórcą. Zależy mi aby być tak blisko moich prac jak to możliwe. Chłonąc je wzrokiem, dotykiem….proszę zawsze aby moje obrazy dotykać, aby odbierać je wszystkim możliwymi zmysłami.

Kiedyś malując prace na dużym formacie 150X150, zapragnęłam je usłyszeć. Kreski, kropki są wypukłe, raz podążają w górę, raz w dół, albo biegną po linii prostej. Skojarzyło mi się z zapisem muzyki na pięciolinii. Mój głos podążał za nią. Powstał zapis „ dźwięku obrazu”. To niesamowite przeżycie i proszę mi wierzyć, bardzo silne.

Wiem, że jest pewien obraz, który nie jest na sprzedaż…

Tak… do tej pory nie rozumiem jak powstał. Robiłam moje kreseczki, patyczkami jak zwykle. Praca była robiona w poziomie. Zawsze po skończeniu obrazu odkręcam go i patrzę co się dzieje. Tym razem po postawieniu obrazu w pionie pojawiła się twarz kobiety, trzymającej w dłoni płomień. W poziomie to abstrakcyjne formy.

Przyznam, że zrobiłam dziwną minę. Jest w nim jakaś magia. Znajdował się na wystawie w Starej Prochowni w Warszawie, na mojej wystawie zatytułowanej „Pomiędzy”. To był cykl obrazów robionych moimi patykami. Ktoś chciał go kupić. Powiedziałam, że wszystkie obrazy są do sprzedania, ale ten jeden nie… bez względu na cenę.

Wrócę jeszcze do Pani początków. Do momentu kiedy pierwszy raz pojawiła się Sandra. Bo to imię to Pani pseudonim artystyczny. Od 24 lat była Pani żoną, dojrzałą kobietą. Jak Pani decyzja o rozpoczęciu twórczej działalności, o rozpoczęciu studiów na Poznańskiej ASP wpłynęła na Pani relacje prywatne, rodzinne?

Padło jedno słowo „odbiło jej”. To w skrócie /śmiech/. Było trudno i wiele osób nie zaakceptowało tego do końca. Pomimo wielu wystaw i super obronionego dyplomu, nie zmienili swojego zdania, albo udawali, że je zmienili.

Na szczęście mój mąż i syn stali za mną murem. W życiu każdego człowieka przychodzi taki czas, że musi podjąć decyzję, czego oczekuje od niego. Są osoby, które cały czas będą niezadowolone i nic z tym nie zrobią, narzekając na cały świat.

Nie potępiam ich, nie krytykuję, ja mam tylko inny punkt widzenia i uważam, że zawsze warto spróbować zmierzyć się z czymś czego nie akceptuję, czy podążać za swoimi pasjami, marzeniami. Ważne jest aby przy tym nikogo nie skrzywdzić, pozostając wiernym sobie.

Małgosia i Sandra to dwa różne oblicza tej samej kobiety. Uzupełniają się?

Nie koniecznie /śmiech/. Małgosia pozostała Małgosią. Sandra ma pazur /śmiech/. To jednak trochę dwie inne osobowości.

W naszej nieoficjalnej rozmowie wspomniała Pani, że słowo „Artystka”, niesie ze sobą niezbyt pozytywną energię. Jakby się Pani określiła? Malarka, Twórca?

Zdecydowanie określenie Twórca jest mi bliższe. I tego też szukam w sztuce. Nie znoszę odtwórczości. Określenia Artysta nie lubię, trudno to wytłumaczyć. Może po prostu jest nadużywane tak jak Galeria….gdzie mamy galerie handlowe itp.

Jak długo tworzy Pani pojedyńczy obraz?

To długi proces. Pomijając czas kiedy powstaje w myślach, mój sposób pracy wymaga dużej ilości godzin spędzonej na nanoszeniu kresek patykiem. Każda kreseczka to oddzielny gest, każda plamka to jeden ruch patyczka…

Bardzo lubię ten moment kiedy patrzę na obraz i decyduję, które formy wzmocnić, które poprawić. On zaczyna wtedy”przemawiać”. To magiczna chwila. Czasem trwa i trwa….

Jaką energię znajdziemy w Pani pracach?

Tak różną jak w życiu….myślę, że każdy odczuje ją w nieco inny sposób. Jedno jest pewne, moja energia podczas malowania jest nieposkromiona /śmiech/.

Nr.9, 70 x 140 cm, akryl na płótnie, technika własna, Sandra Witkowska
Nr.7, 70 x 140 cm, akryl na płótnie, technika własna, Sandra Witkowska
Źródło: archiwum prywatne malarki Sandry Witkowskiej

Kolor czy monochromatyczność czerni i bieli? Co jest bliższe Sandrze Witkowskiej?

Bardzo lubię monochromatyczność, im mniej tym więcej…..ale ostatnio wciągnął mnie kolor. To zależy od wielu rzeczy. Od koloru nieba, od nastroju, od chwili….

Kim najczęściej są odbiorcy Pani twórczości?

Przeważnie osoby preferujące nowoczesne wnętrza o dość minimalistycznym wystroju. Ludzie otwarci na sztukę współczesną. Nie jestem pewna co do wszystkich odbiorców. Cieszę się natomiast jak widzę ten „ błysk w oku”. Mam wtedy pewność, że trafił w dobre ręce.

Czy tytułuje Pani swoje prace?

Nie. Nie chcę narzucać swojej interpretacji, tak jak mówiłam wcześniej moje prace tworzą również odbiorcy. Tworzy je ich wyobraźnia.

Na jakich formatach lubi Pani tworzyć najbardziej?

Uwielbiam duże formaty. Im większy tym bardziej. Z przyczyn prozaicznych muszą wystarczyć mi 100X100, 140X70, 80X80.

Jakie ramy rekomenduje Pani do swojego malarstwa?

Powinny być delikatne, cienkie, tak aby dać „ oddychać pracy”. Mogą być też nie oprawione, zachowują wtedy swoją otwartość….

Gdzie możemy zobaczyć Pani malarstwo? W jaki sposób można je kupić?

Moje obrazy można kupić u mnie w pracowni lub przez internet. Z moją twórczością można zapoznać się na stronach:
instagram: sandrawitkowska5459s / www.sandrawitkowska.pl
facebook.com/sandrawitkowskamag/

Wystawiała Pani swoje prace w wiosennej, pierwszej edycji TSD. Jakie są Pani przemyślenia po tej pierwszej edycji?

Byłam zaskoczona tak dużą ilością osób. To świadczy o tym, że ludzie co raz bardziej doceniają sztukę współczesną.

Źródło: Targi Sztuki Dostępnej. Kliknij w obrazek i dowiedz się więcej.

Czy w jesiennej edycji Targów Sztuki Dostępnej również spotkamy Pani prace?

Tak będę brała udział. Jako wystawca indywidualny moje prace będzie można zobaczyć w Galerii TSD.

Pani Sandro, bardzo dziękuję za naszą rozmowę. Życzę powodzenia w odkrywaniu dalszej artystycznej drogi.

Ja dziękuję za zainteresowanie moją twórczością i inspirującą rozmowę.

07 odcinek podcastu Konik Kreatywny „Możesz odbierać moje malarstwo dotykiem. Zgadzam się. – Sandra Witkowska”

Wywiad możesz również odsłuchać w formie PODCASTU wystarczy, że klikniesz w przycisk poniżej.

Słuchaj Podcast

Zapraszam Cię do subskrypcji kanału Konik Kreatywny dzięki czemu nie przegapisz kolejnego odcinka 🙂 Zapisz się do newslettera poniżej.

Premiera nowego odcinka już za tydzień.

Konik Kreatywny
Konik Kreatywny

Konik Kreatywny to blog o ciekawych ludziach,
produktach i ideach.
Zawsze w smak tym,
którzy lubią się zainspirować.

Nazywam się Katarzyna Moczulska. Piszę dość szeroko o sztuce tworzenia z pasją.

Na razie brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres mailowy nie będzie opublikowany.