Z Łodzi do Warszawy. Pociągiem do pracy. Część pierwsza.

Gdzie pracujesz? W Warszawie. Gdzie mieszkasz? W Łodzi. Czym dojeżdżasz do pracy? Pociągiem. Mazurami* a najchętniej Łodzianinem**…

To będzie zbiór kilku anegdot z życia tych, którzy codziennie podróżują do pracy pociągiem. Z Łodzi do Warszawy…tak, z tej Łodzi co to wóz bez konia itd… 🙂

Fot. @idzikowskaphotographer

4:30 pobudka. Jeeeszcze 5 minut, ok? Pytam i odpowiadam sama sobie: – ok…
5 minut mija jakby to były dwie bardzo złośliwe minuty. Krótki prysznic, make up. Budzę męża, szykuję nam jedzenie do pracy, parzę kawę. Jedną na pół, bo tylko tyle można „na spokojnie” wypić rano. JA piję pierwsza bo lubię hot. ON, zdecydowanie już przestudzoną. Zęby, przepakowanie torebki, suszenie włosów. Mijamy się przy prasowaniu. Ubieramy. Telefon wzięty? Tak. Ładowarka? Tak. Parasolka? Tak. Bilet? Tak…o nie ja swój muszę kupić, był ważny do wczoraj.

5:45
Czasem biegniemy bo tramwaj już majaczy ale dostrzegamy obcy numer…który nigdy nie jeździ naszą ulicą, ba, nawet w naszej dzielnicy…

…shiiiit, a jednak trzeba było wsiąść bo pojechał prosto czyli tak jak trzeba…ale kto wiedział…ot uroki mieszkania blisko krańcówki, na którą w nocy przekierowywane są tramwaje z całego miasta.

6:00
Wsiadamy w nasz spóźniony o 10 minut tramwaj. Trzeba było jechać autem – marudzę.
Trzeba było kupić bilet wczoraj, po pracy – elokwentnie odpowiada On. Foch w oczach. Błysk focha po fochu.

Na szybko planujemy: jak będzie Łodzianin to ty wsiadasz i zajmujesz miejsca a ja stoję w kolejce i kupuje bilet. Tylko tym razem kup na trzy miesiące bo od przyszłego mc podwyżka – mówi ON…ło matko – mówię JA.

Dworzec Łódź Fabryczna, 2018r. Winda. Fot. Konik Kreatywny
Dworzec Łódź Fabryczna, 2018r. Widok kas od strony parkingu. Fot. Konik Kreatywny
Fot. Konik Kreatywny
Dworzec Łódź Fabryczna, 2018r. Kawa? Fot. Konik Kreatywny
Dworzec Łódź Fabryczna. Ruchome schody na peron 3. Fot. Konik Kreatywny

 

Bilet kupiony. Telefon buczy w torebce. SMS: Kochanie, drugi wagon od lokomotywy. Zjeżdżam ruchomymi schodami. Przede mną co dwa stopnie ktoś.
8 minut do odjazdu. Ktoś zbiega schodami, tą lewą stroną do śpieszenia się. To Ci, którym nikt nie zajął miejsca. Może są nowi, może ich połówka z podróży jest na zwolnieniu, na urlopie, ma dzień zdalny albo zaspała.

 

Dworzec Łódź Fabryczna, 2018r. Fot. Konik Kreatywny

Planowanie startu podróży jest ważne bo jeśli o 6:15 Łodzianin nie stoi to istnieje poważne ryzyko, że nie wyruszy w ogóle i trzeba będzie na stojąco jechać IR czyli Inter Regio, albo wyruszy z dużym opóźnieniem a to znaczy spóźnienie do pracy, odpracowanie spóźnienia i… spóźnienie się na powrotnego Łodzianina… czyli powrót TLK, który zamiast 1 godzinę tą samą trasę robi w 1h i 45 minut i pachnie specyficznie…

Jeśli ktoś widzi ludzi biegnących w okolicy Centralnego około godz 17-tej to są to Łodzianie…i z drogi ludzie…z DROGI! A ci biegnący o 17:20 to w większości: Żyrardowianie, Skierniewiczanie i Ci z Koluszek.

Trzy, cztery, pięć lat temu.
Zasłonięta zasłonka przedziału znaczyła „pełny” albo „tu się śpi”. I tylko Turyści*** {czyta się z pogardliwym prychnięciem} nie starali się zrozumieć tych zasad. Wpadał taki ze swoją walizką do przedziału, odchylał zasłonkę na drzwiach. Rozsiadał się wyciągając … książkę. Miłym głosikiem charakterystycznym dla tych co w podróży ku wakacjom, pytał: – czy można zapalić światło?

Dla tych co nie znają zasad podróżowania Łodzianinem do stolicy. Światło zapala tylko konduktor (!) na wysokości Żyrardowa, sprawdzając bilety. Jest to znak, że czas na poranny rozruch. Zaraz Warszawa Zachodnia i pierwsi wysiadający w stolicy.

Odpowiedź (w głowie) jest krótka: – nie, tu się śpi. Głośno odpowiadali kulturalni ludzie: – TAK, prrrooossszzzzę {czyta się z ogromną dawką niezadowolenia, przewracając oczami}.

Jeśli KTOŚ chciał w drodze do pracy – popracować, szukał przedziału z odsłoniętą zasłonką. Ci, którzy mogli jeszcze dospać szukali tych z zasłonką zasłoniętą lub pusty przedział, w którym zarządzali spanie. Proste, prawda?

W czasach kiedy to pociągi jeździły z Łodzi Kaliskiej, osoby, które tam wsiadały, miały największą władzę i cieszyły się popularnością a ich znajomość gwarantowała miejscówkę.

Technika na blokowanie TURYSTY

Facet, ten duży. Siada przy wejściu do przedziału. Wyciąga nogi, zsuwa się lekko i zasypia. Blokada radosnego turysty gwarantowana. Wszyscy mogą spokojnie dospać.

Różne typy w drodze do pracy w stolicy.

Ci w garniturach. Sektor podatki, banki, uczelnie i ministerstwa.

Ci w jeansach i bluzie, ze składaną hulajnogą. Informatycy, programiści, testerzy itd.

Stażystki. Niunie, najbardziej modne z dobranym kolorem paznokcia do koloru bluzeczki, kolczyka i pokrowca na telefon. Jeżdżą dwa, trzy razy w tygodniu. Nie mogą usiedzieć spokojnie. Wiercą się.

Kobiety po 30-tce, przed 40-stką. Rzadko występujący okaz bo to najczęściej okres macierzyństwa. Jeśli je spotkasz są eleganckie ale stonowane. Z klasą. Niektóre, robią makijaż w pociągu.

Stare, dobre czasy…

TLK „pachniał”… jak wilgotna sierść psiaka po spacerze w mżawce ale dopóki nie było porównania z openspejsami IC jakoś było nam wszystkim dobrze. TLK sprzyjało poznawaniu ludzi. W końcu siedzieliśmy w ścisku. Osiem osób w przedziale. Cztery na przeciw czterem. Komputery na kolanach, u niektórych. Mnie jest zimno, siedzę w puchówce. System panowie rozkraczeni, panie złączone nóżki. Trzeba się było jakoś mieścić.

Ale nadszedł rok 2016-sty. Pociągi z pracownikami z Łodzi zaczęły wyruszać z nowoczesnego dworca Łódź Fabryczna. Openspejsy z klimą stały się standardem. Wagony z przedziałami oferowały tylko sześć miejsc. T-mobile zaczął się reklamować w języku ukraińskim na kwadratowych vlepkach. Narodziły się miejscówki przydzielane w kasie…wszystko się zmieniło.

C.D.N.

 

SŁOWNIK

* MAZURY. Pociąg niemalże niezawodny ale zdecydowanie zbyt wcześnie wyrusza i czasem trudno na niego zdążyć 🙁 …a szkoda, bo klimatyzacja działa idealnie (!) nie zamraża ani nie wytapia.

Fot. Konik Kreatywny

** ŁODZIANIN. Przez pewien czas nazywany Uszatkiem. Pociąg kursujący na linii Łódź – Warszawa Wschodnia. Nie zatrzymuje się po drodze. Przewidywany czas przejazdu to jedna godzina. Zimą, przy największych śnieżycach – punktualny.

Opóźnienia w czasie wakacji – na porządku dziennym. Zazwyczaj wtedy konduktorzy rezygnują ze sprawdzania biletów. Lincz wisi w powietrzu. Przymusowe gapienie się na zielone pole, wbrew temu co mówi psychologia koloru, zwiększa poziom agresji u każdego.

Fot. Konik Kreatywny

***TURYSTA. Osobnik niechętnie widziany w Łodzianinie. Przejawiający rano (o zgrozo!) chęć czytania książki. Każdy rasowy pracownik jeżdżący do Warszawy wie, że książkę czyta się w drodze powrotnej.

Turysta siada zawsze przy oknie. Odsłania zasłonkę i pragnie delektować się widokiem… dziecko jakieś…

Jeśli Turysta występuje stadnie grozi to głośną konwersacją. Jeśli jest osobnikiem pojedyńczym grozi głośną konwersacją przez telefon, o tym, że: – tak, zdążył. Tak, ma miejsce. Tak, po drodze było to i tamto. Tak, jak dojedzie to zrobi to i tamto…

😛

 

Konik Kreatywny
Konik Kreatywny

Konik Kreatywny to blog o ciekawych ludziach,
produktach i ideach.
Zawsze w smak tym,
którzy lubią się zainspirować.

Nazywam się Katarzyna Moczulska. Piszę dość szeroko o sztuce tworzenia z pasją.

komentarze 4
  1. Od roku dojeżdżam do pracy z Łodzi do W-wy. Długo broniłam się przed tą decyzją ale stało się. To jest moja, po części męża zgoda na pracę w stolicy. Dlatego nie będę pisała o wadach, nie będę narzekać i marudzić. Dzięki dojazdom mazurami, rzadziej łodzianinem, mam czas na czytanie książek. Wróciłam do nauki angielskiego. Poznałam nowych ludzi, w tym autorkę artykułu 😊

    1. Aniu, to prawda, że praca w Warszawie daje możliwości a sama podróż jest dość komfortowa i szybka. Ale jak to w „rodzinie” bywa, czasem jest dobrze a czasem to tylko „na zdjęciu” 🙂 Ja dojeżdżałam do stolicy kilka lat. Anegdoty z CZĘŚCI PIERWSZEJ to były czasy gdy do Warszawy jechało się 2,5h w jedną stronę a openspejsy kojarzyły się z francuskimi lub japońskimi pociągami. Tyle historii mam do opowiedzenia. Historii, które mam nadzieję bawią 🙂 Za jakiś czas wrzucę CZĘŚĆ DRUGĄ. A może masz własne anegdoty z codziennych dojazdów? Pisz śmiało 🙂 Miłej podróży 🙂

  2. Historia, która przydarzyła się mnie osobiście, teraz wydaje się śmieszna. Ale tamtego dnia byłam wściekła. Rano w pracy koleżanka obchodziła imieniny i poczestowała mnie cukierkiem z nadzieniem alkoholowym. Śmiałyśmy się żebym po takim „nadmiarze” alkoholu na pewno wsiadła do właściwego pociągu. Niestety w złym momencie wypowiedziałam te słowa. Po pracy, czekając na dworcu zachodnim, podjechał pociąg identyczny jak Konopnicka, jadący przez Łódź do Wrocławia. Nawet ilość ludzi próbujących zmieścić się do pociągu, nie wyprowadziła mnie z błędu. Byłam szczęśliwa, że udało mi się dostać do środka. W wagonie miała czekać na mnie koleżanka, która wsiadła na wcześniejszej stacji W-wa Centralna i zajęła dla mnie miejsce siedzące. Bardzo się zdziwiłam gdy okazało się, że wsiadłam do pociągu jadącego do Bydgoszczy… Nie było ani koleżanki, ani wolnego miejsca. Pociąg ruszył i nie zdążyłam już z niego wysiąść 😂😂😂

Dodaj komentarz

Twój adres mailowy nie będzie opublikowany.