Notatka z rozmów o sztuce. Rozmowa z kolekcjonerem Marcinem Lewandowskim.

Początki kolekcjonowania sięgają starożytności, kiedy to przedmioty miały status religijnych lub magicznych narzędzi, obiektów kultu.

Kim są współcześni kolekcjonerzy?

Wśród znanych i publicznych nazwisk możemy wymienić Grażynę Kulczyk, rodzinę Staraków lub Wojciecha Fibaka. Ale nie każdy kolekcjoner chce prezentować swoje zbiory szerszej publiczności – zamiast tego woli w ciszy i bez rozgłosu cieszyć się swoimi nabytkami, studiować literaturę i odkrywać nowe nazwiska świata sztuki.

Zapraszam Cię na kolejny wywiad z cyklu „Notatka z rozmów o sztuce”. Tym razem Oksana Bagriy zaprosiła do rozmowy o budowaniu kolekcji – żywym organiźmie, przedsiębiorcę i kolekcjonera Marcina Lewandowskiego.

„Moje życie zawsze charakteryzowało kilka równoległych aktywności. Nawet podstawowa specjalizacja zawodowa – fuzje i przejęcia przedsiębiorstw oraz wycena aktywów – wymaga interdyscyplinarnego, holistycznego podejścia i szukania rozproszonych czynników składających się w całość” – Marcin Lewandowski.

Fot. Bartosz Maciejewski. Oksana Bagriy.

Sztuka uwodzi każdego na swój sposób. Jednych otula jeszcze w dzieciństwie, poprzez obcowanie z domowymi przedmiotami, innych natomiast adoruje w wieku dojrzałym. Opowiedz trochę o sobie. Jak zaczął się Twój romans ze sztuką?                                          

Zawsze byłem wrażliwy na bodźce estetyczne. Jak w przypadku wielu osób, najpierw skłaniałem się ku przedmiotom luksusowym. Z jednej strony cieszyły moje oczy, z drugiej wzbudzały emocje, pragnienie obcowania z tymi przedmiotami, chęć korzystania z nich, a nawet pochwalenia się nimi.

Stałem się częstym, uważnym i coraz bardziej świadomym bywalcem muzeów i galerii. Z jednej strony stałem się bardzo ciekaw nowej wiedzy. Sztuka zaczęła mnie pochłaniać coraz bardziej. Uczyłem się, czytałem, starałem się zrozumieć to co podziwiam. Analizowałem dlaczego coś wygląda tak jak wygląda. Jakie było przesłanie, idea powstania danego przedmiotu czy dzieła.

Z drugiej strony budziła się we mnie chęć posiadania, obcowania z tymi dziełami nie tylko w muzeach czy galeriach. Kiedy już zaspokoiłem mój pierwszy głód wiedzy i stałem się dojrzałym obserwatorem tego rynku, przyszedł czas na kolejny krok. Na kupowanie dzieł sztuki.

Jestem ekonomistą, a dokładnie finansistą. Z naturalnym zainteresowaniem zacząłem penetrować nowy dla mnie rynek. Poznawać jego reguły, kryteria wartości, zasady obrotu działami sztuki i instytucje, które ten obrót tworzą i go regulują. Moją ambicją stało się także wyznaczenie własnej drogi podążania po tym rynku. Tak powstała idea nie tylko oglądania dzieł sztuki ale też ich posiadania. A idąc o krok dalej, pomysł na rozpoczęcie budowy własnej kolekcji.

Fot. Archiwum kolekcjonera Marcina Lewandowskiego. Na ścianie, od lewej prace: Andrzeja Szewczyka, pozostałe – Danuty Lewandowskiej. / Na dole, od lewej: praca Alberto Biasi’ego, praca Bronisława Kierzkowskiego. / Przed kolekcjonerem: praca Victora Vasarely’ego
Fot. Archiwum kolekcjonera Marcina Lewandowskiego. Fragment pracy Jana Ziemskiego.

Z tego co powiedziałeś, kolekcjonowanie jest jednak dla Ciebie przeżyciem bardziej emocjonalnym niż inwestycyjnym.

Moja wrażliwość zawodowa odciska naturalne piętno na moich decyzjach inwestycyjnych w zakresie sztuki. Tym samym wpływa na moją strategię samego kolekcjonowania. Od początku szukałem dla siebie pewnej myśli przewodniej, która spajałaby moją kolekcję. Nadawała jej moją osobistą logikę, wyznaczała wspólny mianownik moich decyzji zakupowych.

Co warte podkreślenia, nie przeszedłem przez częsty u kolekcjonerów etap kupowania wszystkiego co się podoba. Oczywiście to co kupuję, podoba mi się, ale podoba mi się znacznie więcej rzeczy niż te, które kupuję.

Dość szybko udało mi się ukształtować motyw przewodni i myślę, że tutaj moje wyksztalcenie czy doświadczenie na rynku finansowym dało o sobie znać. Jak głosi znana prawda, kolekcja wiele mówi o samym kolekcjonerze, o jego charakterze i sposobie postrzegania sztuki.

Moja kolekcja w większej części składa się z abstrakcji geometrycznej, najwyraźniej przemawia do mnie pewien porządek i precyzja.

Kolekcja nazywa się „Dwa i pół”, nie przypadkowo został wybrany ów tytuł.                     

Nazwa powstała ze względu na charakter prac. Przede wszystkim są to reliefy, czyli prace które nie są rzeźbami czy instalacjami, ale są w różnym stopniu wypukłe, wykraczające poza płaszczyznę, półprzestrzenne.

Zdecydowaną większość z nich można zaprezentować na ścianie. Są to płótna zawierające elementy wystające, przestrzenne, czasem kolaże, które stanowią uzupełniającą część kolekcji. Założeniem jest, że praca nie powinna być tylko płaszczyzną dwuwymiarową. Stąd nazwa kolekcji, podkreślająca te założenia.

W Twojej kolekcji wcześniej również pojawiały się prace na papierze.

Kolekcja ewoluuje, jej dwu i pół wymiarowość była planowana od samego początku. Natomiast z czasem pojawiło się pytanie, które prace jeszcze zaliczają się do tego czego szukam, które mi się podobają, a które nie. Faktycznie kolekcja została trochę zawężona.

Na początku pomysł przestrzenności również zaliczałem do malarstwa materii, z uwzględnieniem elementów wychodzących poza przestrzeń, m.in. kolaże. Kilka prac pewnie pozostanie, jednak nie będzie to główny trzon.

Początkowo był jeszcze jeden element , który mnie intrygował, chodziło o połączenie i zestawienie zupełnie innych technik. Bawią mnie rzeczy, które jestem w stanie połączyć, choć teoretycznie są odlegle od siebie. Chodzi o pracę na papierze. Interesowały mnie prace tych samych artystów, którzy tworzyli reliefy.

W niektórych przypadkach prac na papierze, choć same w sobie ciekawe i oryginalne, wyglądały jak szkice do reliefu. Na początku chciałem zaprezentować takie właśnie zestawienia ale po głębszym rozpoznaniu tematu, stwierdziłem, że w wielu przypadkach nie da się odnaleźć ciekawych zestawień. Ten wątek nie będzie więc kontynuowany.

Fot. Archiwum kolekcjonera Marcina Lewandowskiego. Fragment pracy Victorya Vasarely’ego.

W Twojej kolekcji prace Danuty Lewandowskiej czy Henryka Stażewskiego przeplatają się z pracami Vasareliego.

Do prac Danuty Lewandowskiej mam i pewnie mi pozostanie szczególny sentyment, i nie chodzi tu o zbieżność nazwisk. Są to pierwsze prace jakie nabyłem. Uważam, że są one ciekawe, i że nie był to wybór przypadkowy. Kupiłbym je ponownie, bo wciąż uważam, że były to dobre decyzje.

Skupiam się na dziełach powstałych w drugiej połowie XX wieku, tak zwanych polskich klasyków współczesności. Natomiast w coraz większym stopniu przyglądam się artystom zagranicznym. Na pewno jest to dużo większy świat i dużo większy obszar poszukiwań.

W wielu przypadkach stwierdziłem również, iż pewne pomysły, które realizowali artyści polscy, już wcześniej pojawiały się za granicą. Być może niezależnie, z uwagi na „żelazną kurtynę”. Moim celem jest nie ograniczanie się tylko do artystów polskich, ale też wyjście szerzej, biorąc pod uwagę artystów polskich tworzących za granicą czy też artystów nie powiązanych z krajem.

Łącznikiem jest świat form elementarnych i pewnej przestrzenności. Jest wielu artystów z Ameryki Południowej, przykładowo Carlos Cruz-Diez czy Rafael Soto – z południa Europy, działających we Włoszech, Francji, m.in. znany chyba wszystkim – Viktor Vasarely.Czy miałeś pomysł aby przeciwstawiać sztukę polskich artystów i zagranicznych.

Jest to ciekawy pomysł, który wymaga powiększenia kolekcji. Wydaje mi się, że sztuka polska wciąż jest bardzo mało znana, a będąc w muzeach za granicą, widziałem wiele prac obok których spokojnie można prezentować prace polskich artystów, które świetnie by ze sobą korespondowały.

Jak obecnie oceniasz polski rynek dzieł sztuki?  

Na polskim rynku dzieje się bardzo dużo. Rosną zarówno obroty, co widać w statystykach, jak i ceny. Natomiast, to co wydaje mi się bardzo istotnym elementem, jest pojawianie się nowych nazwisk. Poprzez działania spadkobierców czy poprzez działania domów aukcyjnych i galerii, mamy możliwość odkrywania nowych nazwisk artystów.

Kolejnym zjawiskiem jest rynek młodych twórców, dla mnie mniej ciekawy, ponieważ większość operuje klasycznym malarstwem, rzadziej wychodzi poza płaszczyznę, co jest ważnym elementem w mojej kolekcji.
Zauważyłeś większe zainteresowanie sztuką wśród osób dotychczas nie mających styczności z rynkiem dzieł sztuki?

Zdecydowanie tak. Znajomi, których znam od lat i wiem, że nie kolekcjonowali sztuki, teraz kupują, zbierają, stworzyli całkiem pokaźne kolekcje. Interesują się tym rynkiem, bywają na aukcjach.

Kupowanie obrazów, kiedyś było odbierane jako fanaberia. Często słyszałem sarkastyczne uwagi, dlaczego za pomalowane płótno płaci się tak pokaźne kwoty. Teraz obecność na rynku sztuki staje się znamieniem prestiżu i pozycji, powodem do chwały. Staje się ważnym czynnikiem wyróżniającym nas, pokazującym, że oprócz umiejętności zarabiania pieniędzy, potrafimy je też pięknie wydawać. Z klasą i zmysłem estetycznym.

Na pewno przyczynia się do tego zarówno wzrost cen jak i popularyzacja samej wiedzy o sztuce. Żyjemy w trudnych i niestabilnych czasach. Inwestorzy szukają jak zawsze bezpiecznej dywersyfikacji swoich inwestycji. Nowych aktywów do pozyskania. Kolekcjonowanie sztuki daje zarówno radość spełniania swoich estetycznych pragnień jak i możliwość dokonywania ciekawej lokaty kapitału. Jej zyskowność zależy oczywiście od wielu czynników i jest obarczona pewnym ryzykiem, ale która przynajmniej nie powinna tracić na wartości.

Oksana Bagriy
Oksana Bagriy

Art Advisor / Doradca Sztuki / Ekspert

Na razie brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres mailowy nie będzie opublikowany.